Posty otagowane ‘książka

22
lut
08

Herezje, instrumenty i cenzura.

Cóż, sporo się wydarzyło. Kilka rzeczy lepszych i tych gorszych też. Najpierw o tych lepszych.

Miałam ostatnio czas na czytanie książek. Rzecz cudowna i jakże bliska memu sercu. Kupiłam dwie nowe książki. Wszystko byłoby fantastycznie, gdyby nie to ,że każda kupiona książka oznacza ni mniej ni więcej ,że próbowałam nią załatać coś w sobie. Prościej mówiąc: najczęściej kupuje książki jak mam doła. Normalnie to wypożyczam. No, ale mniejsza. Jedną już mam przeczytaną. Jest to trzecia część powiedzmy… przygód pewnego Inkwizytora, którego zajęciem jest, jak się pewnie domyślacie, tropienie heretyków. (Jacek Piekara, “Łowcy Dusz”)  Momentami szalenie zabawna. Przypomina mi ona trochę Wiedźmina, ale nie jest ona tak wysokich lotów jak dzieło Sapkowskiego. Po pierwsze bieg wydarzeń w niektórych opowiadaniach jest jak dla mnie zbyt przewidywalny. Po drugie fabuła nie jest tak złożona jak u Pana Sapkowskiego.  Nie jest to także książka zawierająca tylko i wyłącznie opisy tortur, pogoni czy krwawych zajść. Można w niej też znaleźć kilka mądrych rzeczy. Pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów: “To prawda, że odważni nie żyją wiecznie, lecz tchórze nie żyją wcale.  Myśl może i budząca kontrowersje, ale wg mnie całkiem niezła. I tu coś jeszcze: ” -Pielęgnuj marzenia ,chłopcze, bez nich staniesz się (…) nikim! Jeżeli płaczesz nad tym, że w twoim życiu słońce zapadło za horyzontem, łzy przeszkodzą ci dostrzec piękno gwiazd. – A jeśli ich nie ma [gwiazd]? – To je stwórz, niemądry chłopcze!” Hah, nie no dobra. Widzę ,że spaczenie się tutaj już przejawia ;P Dzisiaj na języku polskim pisaliśmy recenzje, no i stąd moje zapędy to rozkładania dzieł na części pierwsze, a później ich analizowania. Z resztą kogo to teraz obchodzi…

Następnie… Przez ostatnie trzy tygodnie słuchałam namiętnie Pana Jamiego Culluma. Absolutnie fenomenalne piosenki, połącznie rocka i popu z jazzem. Miodzio. Zwłaszcza, że potrzebowałam lżejszej muzyki ostatnio. “I could have danced all night”, “Twentysomething”, “London Skies” czy “All at sea” – coś cudownego. I teraz co mnie takiego spotkało. Otóż okazało się ,że moja mama ma nuty Pana Jamiego na fortepian, w konsekwencji czego jak już usiąde do klawiatury ,nie mogę się oderwać. Pracuję w tej chwili nad “All at sea”, “But for now” oraz “It’s about time”.

Dalej.. W czwartek dostałam olśnienia jakiegoś i byłam geniuszem matematyczny. Ale to tylko przez 1,5 godziny, niestety ;P Całkiem miło było poczuć się zajebiście mądrym.

Generalnie było całkiem pozytywnie, ale oczywiście do czasu. Ale w tym o to momencie- zamilknę.

Słucham OFFensywy. Grają Pink Freud. Jest sielsko,  cudnie,  zajebiście. Nie no, tak poważnie rzecz biorąc: fajnie jest. Teraz.

10
lut
08

Korespondencja, a raczej jej próba xD

No i znów nawrót choroby. Yh. Jutro nie idę do szkoły, a szkoda bo nie chce mi się już siedzieć w domu. Aczkolwiek.. Może jeszcze ponadrabiam trochę zaległości książkowe.

Piątek. Cóż o piątku. Zadziała sie nieprzyjemna rzecz nad którą nie będę sie rozwodzić bynajmniej z dwóch powodów: po pierwsze- nie jest godna uwagi i myślę, że niepotrzebnie o niej wcześnie wspomniałam, po drugie- napominam o niej w tej chwili tylko z jednego powodu, a mianowicie żeby odklepać wszystko, co się zadziało tego dnia. Po prostu chodzi o niepomijanie rzeczy.  Whatever. Chciałam iść na próbę- nie poszłam. Ale nie. Generalnei cały dzień miałam wyśmienity humor ;D i Mało tego! Polepszyły mi go pewne dwie Panny, które prawie- niespodziewanie złożyły mi wizytę ;D

Ale i tak jestem im szalenie wdzięczna za fatygę, jaką mi okazały ;D

A to było tak… Właśnie siedziałam przed telewizorem wierząc i będąc pogodzoną z myślą, że nic się już nie zdarzy tego dnia, który z resztą dobiegał  końca. W przedpokoju błyskała przepalająca się żarówka. Odwróciłam od niej wzrok i  ze znudzeniem wbiłam go w ekran. Drrrr drrrrr. “Oo… Wibracje. Szkoda, że nie ma tu Oli…” (ah te lekcje religii ;D) Biorę do ręki obdrapaną komórkę. Panna Natalina: “Jedziemy do bety”.Cóż to zagadkowa wiadomość, o tak dziwnej godzinie. (tak, tak) Moja logika, moja jakże lotna i sama w sobie logiczna logika podsunęła mi myśl, iż może owa Panna zawita do mnie tego wieczoru i bynajmniej nie sama. A to z kolei podpowiedziała mi, nikt inny, jak ta sama zadziwiająca logika! “jedzieMY do bety”! (tak, tak moi drodzy) Targana uczuciami niepewności oraz wzbierającej w moim sercu niezmiernej radości! Postanowiłam czekać. Cały czas ukratkiem zerkałam przez okno. Jakby się zjawili, chciałam być gotowa, jeśli w ogóle można mówić o jakiejkolwiek gotowości będąc w papciach, piżamie i ciepłym szlafroku. No i zjawiły się. Otworzyłam drzwi i te tam wszystkie ceregiele, panna Aleksandra rzuciła się na mojego kota, a panna Natalina wydała się onieśmielona wręcz moim psem xD Zrobiłam herbaty, poszłyśmy do mnie do pokoju i się zaczęło. (Może zauważyliście, że tak przyspieszyłam, ale tak sobie pomyślałam, że jeżeli ktoś to czyta ,to w końcu prędzej czy później chyba mu się odechce ze względy na długość notek. A  z resztą. Nieistotne xP) Powrót do przeszłości. ^^ Całkiem śmiechowo, jak zaczęłyśmy wspominać pierwsze chwile, odkąd się poznałyśmy. Wszystkie te zabawne incydenty, spostrzeżenia. Ah, uśmiałyśmy się. Ale te nasze ‘przygody’ opiszę najwyżej innym razem ,jeżeli w ogóle. Po jakimś czasie Natalka i Ola opuściły mój dom. Ah, jakże miłą prawieniespodziewajkę mi sprawiły ;D

Sobota. Cóż w sobotę. W sobotę otóż nic się nie działo. Spokojniuchno. Leżałam w łóżku, czytałam książkę i popijałam herbatą.

W niedzielę? Po nocnym prawieuduszeniusię, mama zadecydowała ,że w poniedziałek zostaję w domu. Bombastycznie. Musiałam wobec tego wymyślić sposób ,aby przekazać Oli książki, jakie mi zostawiła. Mój braciszek akurat wybierał się w tamte okolice więc poprosiłam go odrobną przysługę (oczywiście nei za darmo, gdyż ja mu musiałam w ramach zapłaty pokombinować coś na jakże nam wszystkim znanym portalu- epuls xP). Tomasz ubrał się należycie do tego zadania, wziął książkę i zaczął szykować rower, a mi przyszedł do głowy pewien pomysł. Pierwszy raz w życiu miałam gońca! Najprawdziwszego na świecie gońca! I jakże bym mogła nie skorzystać i nie poczuć się choć przez chwilę jak ta pani z dawnych czasów, kiedy to nie było faksów, maili ,telefonów. Tak więc wyskrobałam do Olki list ,haha xD Później, co prawda dostałam smsa mniej więcej takiej: Beata czy cie pojebało doszczetnie? xD Odpowiadam: Tak. Już mi odbija od tego siedzenia w domu xP cóż więcej. To chyba była jedyna atrakcja tego dnia xP Trzeba się cieszyć z drobnostek, a w razie nudnego dnia, dostarczać sobie jakichś rozrywek albo chociaż pseudorozrywek, nie? xD

Mama kupiła ciasta. Dużo ciast. I Beatka zjadła. Dużo zjadła. I ma pełny brzuszek, hihihi.  -uwaga- to moje drugie ja.

 Mam pogryzione nogi, bo mam zwyczaj ich wystawianie ,kiedy śpię. Cóż, mój kot- Ciciuch ,ma dosyć nieprzyjemny zwyczaj ich gryzenia.

No i na koniec dnia Beatka z Olą sprawiły sobie rozrywkę w postaci komentowania zdjęć Tomaszkowi xD Już nas chyba poźrebiło do końca.

Okej. Na zdjęciu macie tego mojego małego skurczybyczka w postaci Cicia. Zobaczcie jego kły!

p1020202.jpg