Posty otagowane ‘ekologia

03
paź
07

Początek./Warsztaty ekologiczne.

Kiedyś wreszcie trzeba zacząć.  Tak. Postanowiłam to uczynić dzisiaj, nie żebym miała jakąś specjalną wenę, no ale tak wypadło. Ciekawe na ile starczy mi samozaparcia aby pisać tu to, co mam do powiedzenia. Jeszcze niedawno nie podobało mi się to, aby pisać coś, co byłoby ogólnodostępne. Zwłaszcza jeżeli chodzi o opisywanie incydentów z mojego życia, a co dopiero moich przemyśleń. Uważałam to za rzeczy absolutnie prywatne, które zostawiam dla siebie lub szepnę co nieco moim przyjaciołom. No, ale ostatnio jakoś zmieniłam nastawienie. Nie wiem czemu, tak naprawdę. Może łudzę się, że nie będzie tu zaglądać tabun ludzi, wśród których mógłby znaleźć się ktoś niepożądany, tylko garstka osób, dla których moje wpisy miałyby jakiś sens. Dobra, tyle jeżeli chodzi o wstęp.

Dzisiejszy dzień zaczął się nienajgorzej. Pospałam sobie pół godziny dłużej niż zwykle. Normalnie wstaje o 7.00 ,a o 7.39 mam autobus do szkoły. Ale dzisiaj wyjątkowo pospałam sobie do 7.30, bo jechałam z klasą na warsztaty ekologiczne, a kolejke miałam na 8.00. W drodze do Gdańska Głównego, gdzie mieliśmy się wszyscy spotkać, natknęłam się na niejaką Monę, z którą wymieniłam kilka nieco dłuższych zdań. Dzięki temu dojazd minął szybciej niż zwykle, a usta dziś rano jakoś potrzebowałam do kogoś otworzyć.

Tak koło 8.20 byłam na miejscu. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Ja byłamw drugiej razem z moimi dziołchami. Wywieźli nas gdzieś za Gdańsk. Tzn to było tak dosyć dziwnie, bo wyjechaliśmy z Gdańska ,a później znów do niego wjechaliśmy bo Skarniszewy to jest dzielnica miasta, na co bym nigdy w życiu nie wpadła. W każdym bądź razie wywieźli nas na dziką wieś. Dwa autobusy na godzinę i te klimaty. Rozpadające się domki, piesek latający po drodze i główna atrakcja: sklep spożywczy. Po trwającym chwilę zastanowieniu i troszkę podkolorowanej wizji ,że się zgubiliśmy dotarliśmy na miejsce. Warsztaty zaczęły się od wykładu na temat komórek barwnikowych u zwierząt w Instytucie jakichś tam badań nad zwięrzętami morskimi, czy coś w ten deseń. Później zabawialiśmy się z krewetkaaami. Całkiem sympatyczne i szkoczne stworzonka, które nawet pogują xp Obejrzeliśmy se je pod miktoskopami ,następnie pooglądaliśmy kraby ,flądry i coś tam jeszcze. W sumie wykład mi się podobał.  Po jakimś bliżej nieokreślonym czasie ruszyliśmy w dalszą drogę, a mianowicie doo… sklepu spożywczego. Tak, właśnie tak. Przy okazji kręcąc se filmy typu:

“Odludzie. Nagrzany od niemiłosiernie palącego słońca asfalt ugina się pod naszymi stopami. W ciągu ostatnich trzech tygodni przejeżdżał tędy jeden samochód. Idziemy. Idziemy przed siebie. Już czwarty dzień bez pożywienia, pojąc się resztkami wody , która pozostała nam w butelce, bliscy śmierci z wycieńczenia. Blade twarze, suche usta, nieprzytomny wzrok -dowody fizycznej i psychicznej walki. Walki o przetrwanie. Wiadomo było od początku, że niekażdemu będzie dane przetrwać, ale któż mógł przewidzicieć, kto zdoła ocalić swe życie,a kto zostanie skazany na śmierć. Śmierć należącą bynajmniej nie do najprzyjemniejszych. Śmierć z głodu, pragnienia i wycieńczenia.

‘Ja… Już… Nie mogę…’ wysapnęła Agnieszka po czym ostatnimi siłami usiłując się na mnie podtrzymać runęła na ziemie.

‘Nie… Aga… Nie…’ wyszepnęła Ola przystając i odwracając się w stronę leżącej dziewczyny.

Krtszzz.

‘Niiiiiiiiiiiieeeee… Agaaaa…’

Twarz Agnieszki w niczym już nie przypominała twarzy bowiem Mikołaj, nie zauważając dziewczyny stratował ją wbijając podeszwy ciężkiego buta w jej jakże wdzięczne oblicze.

Któż będzie następny?”

No, i tak. xp Całkiem śmiesznie było. Gdyby filmik nie zabierał tak dużo miejsca na karcie pamięci Oli aparat , miałybyśmy to udokumentowane. No, ale wszystko przed nami xD. Kto wie, może kiedyś doczekacie się tego filmu xp.

Wracając do tego, co pisałam stosunkowo całkiem niedawno. Po wykładach o tych komórkach barwnikowych i zawach z krewetkami, a także po wizycie w raju (czyt. sklep pożywczy) ruszyliśmy do rezerwatu przyrody, gdzie oglądaliśmy sobie drzewka, których liście powoli zabarwiały się na cudowne kolory, oraz wysłuchiwaliśmy pieśni ptaków. Zaliczyliśmy dwie wieże widokowe, z których było widać jezioro Ptasi Raj , rózne trzciny i ptaki takie jak na przykład czapla. Idąc tak przez ten las myślałam sobie, że czemu by nie polubić jesieni? W gruncie rzeczy nie jest ona wcale taka zła. Liście zmieniają kolor, są kasztanki^^, można ubrać wreszcie kochany płaszcz i ulubiony, ciepły szalik koloru czekoladowego oraz kozaki. W wieczory zaś stające się coraz dłuższe starać się nie pogrążać i nie łapać dołów (akurat ten punkt jest dosyć trudny do spełnienia), a deszczy, które odzywać się będą coraz częściej, z uwagą wysłuchiwać. I tak w tych moich myślach przeniosłam się już w czasy zimy, a konkretniej czasy zimowych spacerów odbywających się późnymi popołudniami, gdy już się ściemnia. Delikatne płatki śniegu spadające i roztapiające się na rumianych policzkach, cisza i spokój. Pojawiają się obrazy, jak po takim spacerze, zmarznięta naciskam na klamkę drewnianych drzwi, nad którym wisi zasypany śniegiem szyld, otwieram je i nagle bucha na mnie nieopisany gorąc. Uśmiecham się. Zamykam za sobą furtkę do krainy chwilowego zapomnienia, zdejmuję szalik i płaszcz po czym odwieszam je na drewniany stojak. W tle słyszę delikatne dźwięki gitary. Otaczają mnie małe, dające wrażenie ciepła stoliki ,a przy nich drewniane krzesła. Tak. Weszłam do przytulnej ,jednej z moich ulubionych kawiarni. Zajmuję stolik przy ścianie z urzekającym obrazkiem w ciemnej ,ale pasującej to atmosfery pomieszczenia tonacji , który przedstawia anioła siedzącego na huśtawce i wpatrującego się w niebo. Na stole stoi mała świeczka. Po kilku chwilach podchodzi do mnie uśmiechnięty mężczyzna pytając się cóż dzisiaj sobie życzę. Mówię: gorącą czekoladę. Odpowiada mi życzliwy uśmiech, który zostaje odwzajemniony. Mężczyzna odchodzi ,a ja rozglądam się wokół się patrząc na otaczających mnie ludzi. Ich twarze są pogodne. Większość siedzi i rozmawia ochoczo z osobą towarzyszącą, lecz są też niektórzy siedzący przy stole samotnie wpatrujący się ogień lub w okno, zanurzeni w głębokich rozmyślaniach lub po prostu w nadziei, że ujrzą jakąś znajomą twarz. Część z nich jest nieszczęśliwa, zaś druga część pogodziła się z losem i siedzi tu z własnej woli, z ochotą. Mężczyzna powoli sunie w moim kierunku z filiżanką gorącej czekolady i… Piotrek wyrwał mnie z zamyślenia. Nie pamiętam, już czego ode mnie chciał, w każdym bądź razie następnym tematem nietyle co do rozmyślania o nim, ale do dyskusji był Kraków. To bajeczne miejsce, do którego wciąż chcę powracać. Rozmawiałam o nim z Zosią wychwalając jego zalety i rozpływając się nad tym jego niezwykłą atmosferą. Ale pozwólcie ,że porozwodzę się nad jego i  nietylko jego pięknem innym razem.

Gdy zakończyliśmy wędrówkę po rezerwacie udaliśmy się do kolejnego instytutu ,gdzie mieliśmy wykład o tematyce ornitologicznej. Na tym już trochę przysypiałam, no ale w końcu się zakończył xD

Do Gdańska wracaliśmy kutrem rybackim. Całkiem fajnie było. Generalnie to lubię żeglować, no może kuter nie za bardzo przypomina żaglówkę, no ale też po wodzie pływa xp Oczywiście nie dopłyneliśmy na nim pod samą szkołę, bo do niej teoretycznie mieliśmy dojechać tramwajem, ale my drobnym kłamstewkiem (tzn. drobnym nagięciem prawdy) mignęłyśmy się (tzn. ja z dziołchami) od dojazdu pod samą szkołę i pojechałyśmy do Gdańska Głownego na tortillę i dopiero później ,zadowolone rusztłyśmy do domów nakręcając sobie w międzyczasie nowe filmy a pro po Wildzi- szpiega i kary boskiej, która nie omieszka na nas spaść za to kłamstewko ,którym Wildzie obdarzyłyśmy.

 Po powrocie wypiłam dwa kubki herbaty pomarańczowo-cytrynowej i wzięłam się za odrabiania matematyki ,Wosu i polskiego. A na koneic tego dnia pośpiewałam sobie troszkę z mamą.^^

Generalnie całkiem sympatyczny dzień xD.

Ciekawe, kiedy odezwę się tutaj następny raz.

No, ale jak narazie pozdrawiam (;