Posty otagowane ‘cień wiatru

02
mar
08

Białe inspiracje- czarne wibracje.

Witam.

No, wreszcie się wzięłam za siebie. Przejrzałam na oczy i wzięłam się. Tak. Wreszcie.

Wczorajszy dzień dosyć aktywnie mi minął. Najpierw wizyta u fryzjera później próba z zespołem, a następnie kino. Spotkałam tam Natalinkę i Monikę, które to wyczekiwały pana Giorewa, który miał Pani N. wręczyć plakat Sweeney’a Todd’a. I tak dotrzymałam im towarzystwa albo to raczej one mi. No i wreszcie przyszedł pan Giorew ,który niemal zagadał nas na śmierć xD Ja to jeszcze jako tako, próbowałam dyskutować ,ale ja nie mogę. Nie wiem czy znam drugą osobę z takim słowotokiem.. Nie no.. Dobra. Znam. Ale być tak oblatanym  w tylu tematach? Światowy człowiek normalnie. No i w końcu nadleciała Olka, która też chwile z nami postała, a o 15;30 biegiem do kina. Na szczęście ominęły nas tylko reklamy.

Powiem Wam, że tak jak Step Up część pierwsza w ogóle mi się nie podobała, tak dwójka była całkiem fajna. Jeszcze w sumie chciałabym pójść jeszcze na dwa filmy: “Aż poleje się krew” i “Chłopiec z latawcem”.

No ale wracając do tematu. Po kinie zaszłam do Empika trochę się pokręcić ,a później do domku. No i zapuściłam se Pulp Fiction. I podobał mi się, a jakże. Ogólnie rzecz biorąc sobote upłynęła pod hasłem: FILM.

Zaś sobota… Sobota zaś zaczęła się od Cienia Wiatru w łóżku z herbatą w ręku. Potem kościół no i… Gitara. Tak. Gitara, śpiew. Niemiecki (niestety). I znów gitara. No, ale w końcu zmierzam do jakiegoś punktu kulminacyjnego, a mianowicie do.. BIAŁYCH INSPIRACJI – CZARNYCH WIBRACJI.

Jeżeli myślicie ,że to coś związanego z muzyką to.. jak najbardziej prawidłowo myślicie. xP

Koncert odbył się w Filharmonii Bałtyckiej. No, ale zanim się odbył musiałam tam trafić. Oczywiście mamuśka tak mi to wytłumaczyła, że niech ją gęś kopnie. Po moście nad Motławą ,pierwsza w lewo ulica po kocich łbach . Aha, spoko. dochodzę do tego miejsca- telefon do mamy. “Eee.. Mamo jesteś pewna, że to tu?” “Tak, tak” “Tu trochę dziwinie jest. Co tu dużo mówic.. Nie wygląda mi to na podwórko Filharmonii Bałtyckiej” “Nie no wiem ,że to dziwnie wygląda ,ale idź do samego końca i tam to jest” “Aha, no okej” Wyłączam komórkę. Ulica przede mną pusta. Pozostałości po kiedysiejszych szynach tramwajowych. Sześć kotów biega po ulicy i uważnie mi się przypatruje. Okolica- co tu dużo mówić- bynajmniej niezamieszkana. (aż dziw- sam środek Gdańska!) No okej. Mam dojść do końca i tam to będzie. Idę, idę ,idę i idę. Mijam jakieś ruiny, stare domy, skrzypiące okiennice, co chwile spadające jakieś cegły czy drewno ,sama nie wiem. Coś z dachu. Budynki obdrapane, z jednego domu dobiegała mnei cicha muzyka. Trochę poczułam się jak w jakimś amerykańskim horrorze w opuszczonym miasteczku, no bo bądź co bądź , mała bo mała ale jakaś namiastka takiego miasteczka to była. Doszłam do końca. Drut kolczasty. “Hehe, to chyba nie tutaj. Napotkałam drut kolczasty, a nie sądzę żeby widownia wybierająca się do Filharmonii musiała przełazić przez kolczasty drut” “Ee no to chyba faktycznie nie tu” Hehe, miodzio. Jak się później okazało wszystko się zgadzało poza drobnym szkopulikiem. Filharmonia owszem- jest na końcu pierwszej drogi za mostem, ale za mostem drugim. No, ale mniejsza o to.

Czarek Paciorek, Dominik Bukowski, Emil Kowalski, Tomasz Sowiński, Janusz Macek Mackiewicz.

Akordeon, wibrafon, klarnet, perkusja, bas.

Białe inspiracje- muzycy tym razem inspirowali się dziełami wybitnych kompozytorów takich jak F.Chopin czy L. van Beethoven.

Czarne wibracje- klasyka przerobiona na jazzowo.

Generalnie podobało mi się. Jakby utwory były zdiebko krótsze to było by mega świetnie.

Rewelacyjny Pan Dominik na wibrafonie- jedyne 30 lat ,a gra iście niesamowicie i zjawiskowo. Najlepszy wibrafonista w Polsce pokazał dzisiaj na co go stać.

Pan Emil- cóż tu wiele mówić. Fenomen. Klarnecista światowego formatu. Jakn najbardziej pod wrażeniem. I ta szybkość…

Pan Tomasz- perkusja jakich mało teraz słychać. Z resztą Pan Sowiński uczy w Akademii Muzycznej więc samo to świadczy o jakiejś randze. (oczowiście bywają wyjątki, ale nie chcę się w to wgłębiać teraz zbytnio) Ale co tu dużo mówić- wymiatał.

Pan Janusz- kapitalne solówki i warkoczyk też fajny ;P

No i na koniec Pan Czarek- świetny pianista, ale i muzyk grający fenomenalnie na akordeonie.  Coś niesamowitego. Szybkość z jaką wywijał solóweczki była dla mnie nie do pojęcia wręcz.

Słabych ogniw po prostu nie było. Cieszę się, że mogłam tam być i poznać kilka ciekawych osób.

A za 2 tygodnie: “Ahoj Warszawo! Witaj Upiorze!” Już się nie mogę doczekać.