Cóż, sporo się wydarzyło. Kilka rzeczy lepszych i tych gorszych też. Najpierw o tych lepszych.
Miałam ostatnio czas na czytanie książek. Rzecz cudowna i jakże bliska memu sercu. Kupiłam dwie nowe książki. Wszystko byłoby fantastycznie, gdyby nie to ,że każda kupiona książka oznacza ni mniej ni więcej ,że próbowałam nią załatać coś w sobie. Prościej mówiąc: najczęściej kupuje książki jak mam doła. Normalnie to wypożyczam. No, ale mniejsza. Jedną już mam przeczytaną. Jest to trzecia część powiedzmy… przygód pewnego Inkwizytora, którego zajęciem jest, jak się pewnie domyślacie, tropienie heretyków. (Jacek Piekara, “Łowcy Dusz”) Momentami szalenie zabawna. Przypomina mi ona trochę Wiedźmina, ale nie jest ona tak wysokich lotów jak dzieło Sapkowskiego. Po pierwsze bieg wydarzeń w niektórych opowiadaniach jest jak dla mnie zbyt przewidywalny. Po drugie fabuła nie jest tak złożona jak u Pana Sapkowskiego. Nie jest to także książka zawierająca tylko i wyłącznie opisy tortur, pogoni czy krwawych zajść. Można w niej też znaleźć kilka mądrych rzeczy. Pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów: “To prawda, że odważni nie żyją wiecznie, lecz tchórze nie żyją wcale. Myśl może i budząca kontrowersje, ale wg mnie całkiem niezła. I tu coś jeszcze: ” -Pielęgnuj marzenia ,chłopcze, bez nich staniesz się (…) nikim! Jeżeli płaczesz nad tym, że w twoim życiu słońce zapadło za horyzontem, łzy przeszkodzą ci dostrzec piękno gwiazd. – A jeśli ich nie ma [gwiazd]? – To je stwórz, niemądry chłopcze!” Hah, nie no dobra. Widzę ,że spaczenie się tutaj już przejawia ;P Dzisiaj na języku polskim pisaliśmy recenzje, no i stąd moje zapędy to rozkładania dzieł na części pierwsze, a później ich analizowania. Z resztą kogo to teraz obchodzi…
Następnie… Przez ostatnie trzy tygodnie słuchałam namiętnie Pana Jamiego Culluma. Absolutnie fenomenalne piosenki, połącznie rocka i popu z jazzem. Miodzio. Zwłaszcza, że potrzebowałam lżejszej muzyki ostatnio. “I could have danced all night”, “Twentysomething”, “London Skies” czy “All at sea” – coś cudownego. I teraz co mnie takiego spotkało. Otóż okazało się ,że moja mama ma nuty Pana Jamiego na fortepian, w konsekwencji czego jak już usiąde do klawiatury ,nie mogę się oderwać. Pracuję w tej chwili nad “All at sea”, “But for now” oraz “It’s about time”.
Dalej.. W czwartek dostałam olśnienia jakiegoś i byłam geniuszem matematyczny. Ale to tylko przez 1,5 godziny, niestety ;P Całkiem miło było poczuć się zajebiście mądrym.
Generalnie było całkiem pozytywnie, ale oczywiście do czasu. Ale w tym o to momencie- zamilknę.
Słucham OFFensywy. Grają Pink Freud. Jest sielsko, cudnie, zajebiście. Nie no, tak poważnie rzecz biorąc: fajnie jest. Teraz.
Najnowsze komentarze