Chciałabym powiedzieć, że wszystko umie jest świetnie i że lepiej być nie może. Niestety, gdybym to napisała nie było by to prawdą. Chociaż drobne kłamstewka nie zaszkodziłyby chyba tak bardzo.. ale sobie podaruję.
Generalnie za dużo się nie dzieje. Od weekendu do weekendu z utęsknieniem wyczekując wakacji i nowej szkoły. Taka prawda. Chciałabym już być gdzie indziej, z daleka od tego wszystkiego, no ale żeby nie brzmiało to zbyt hm… niewdzięcznie i pesymistycznie to jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się bardziej poznać kilka osób z mojej klasy (o ironio, końcówka trzeciej klasy) , które wyciągnęły do mnie rękę i nie szczędziły mi uśmiechu. Chciałabym im wszystkim za to podziękować. Pewnie nigdy tego nie przeczytacie, ale dziękuję Wam.
Dobra mina do złej gry.
A Moi Drodzy, tytuł nie znikąd. Wczoraj kiedy to szajba będąca skrajną odmianą beznadziei ogarnęła mnie niezwykle, stworzyłam dwie postaci: Bananagirl i Mr Lemona. Spytacie pewnie kto to taki. Otóż w przypływie weny, szajby, głupawki, palmy czy czego tam jeszcze, mój brat jadł sobie obiad, a ja usiadłam na kanapie i bezczelnie zrobiłam mu teatrzyk. Kanapa była jakby takim parawanem. No, ale nei odpowiedziałam na pytanie o ich tożsamość, a więc jest to para zajebiście żółtych skarpetek. Tomek bliski uduszenia się obiadem i posikania się ze śmiechu chciał to nagrać, ale stanowczo zabroniłam, bo co to by było xP Zabawnie było. Oto jak pani rzekomo dojrzała i poważna Beatrycze zachowuje się po powrocie do domu, gdzie odreagowuje.
W niedzielę byłam sobie sama i w pełni niezależna w kinie na “Control”. Film bardzo mi się podobał. Momentami śmiało się do rozpuku ,a były chwile kiedy łezka kręciła się w oku. Obraz ten przedstawił Iana Curtisa w takim świetle, że w zasadzie nie wiedziałam później co o nim myśleć.
Film zaczyna się bynajmniej sielsko. Młody Ian leży sobie na łóżku, pali papierosa i rozmyśla nad egzystencją. Pisze wiersze, opowiadania, teksty piosenek. Bierze z kumplem proszko dla schizofrników na’odjazd’. Wszyscy fajnie się bawią. Młody pisarz odbija kumplowi dziewczynę i szybko się żeni. Znajduje zespół, gdzie zaczyna się wykazywać swoim talentem pisarza i co najważniejsze swoim głosem, który przez swoją niespotykaną barwę a także manierę Iana w śpiewie , albo się lubi albo nie cierpi. Po prostu. I tak ze szczytu wokalista Joy Division wykańczany psychicznie i fizycznie przez ataki epilepsji, odkrywa ,że świat wcale nie jest taki różowy. Nie będę dalej dokładnie opisywać co się działo. Powiem tylko, że film ma swój finał, tak samo jak i finał miało życie Iana, a także żywoty wielu innych ludzi. Legendarna muzyka Joy Division naturalnie towarzyszy obrazowi. Uroku bez wątpienia dodaje też to, że film ten jest czarnobiały, co rewelacyjnie oddaje kimat lat, w których toczyła się akcja.
Chcę już piątek wieczór.
Najnowsze komentarze