Już niedługo. Cholera już niedługo. Zaraz skończy się ten zapieprz w szkole, znajdzie się sporo wolnego czasu, słońce będzie świecić ile wlezie i tak do końca roku szkolnego, aż do wakacji- tak, w zasadzie już jestem jedną nogą w terminiepo23czerwca. Uczyć się nie mogę- nic mi nie chce wchodzić, bo najzwyczajniej w świecie mi się nie chce.
W jednej sprawie zmądrzałam i nauczyłam się na nią gwizdać- zajebiście cenna umiejętność. I jakoś to będzie. Dzień ,a właściwie wieczór raczej optymistyczny. Przyświeca mi myśl, że nie długo to wszystko się skończy ,a od wolności dzielą mnie 2 sprawdziany z fizyki, 2 z geografii i jeden z biologii.
Na pewno trochę mnie będzie ściskać w sercu ,że rozstaję się z tymi moimi, bądź co bądź, ale kochanymi debilami klasowymi ^^ owszem narzekało się niekiedy na klasę i w ogóle ,ale w gruncie rzeczy, gdzie indziej takich znajdę. Właśnie TAKICH. Nigdzie. Gdzie znajdę takiego drugiego Bodzia ,który w przypływie ochoty, skacze na przerwie po kurczaka po czym wcina nóźki w sali od muzyki. Takiego Pawełka słodziutko mówiącego “Beatka”, kiedy chce Tymbarka albo 20 groszy. I w ogóle cały ten Zakon Borsuka ,który wielokrotnie zmieniał nazwy (Buki, Niedźwiedzia, Suma czy też w końcu Dzika). Eh łezka się kręci w oku. Bądź co bądź sympatyczne ,wesołe dziewczynki służące pomocą i wsparciem. Ah i ta kultura. Zdarzały się chwile słabości ,kiedy to chciałam wymordować całą klasę np. zostajemy na lekcji czy idziemy na mecz? “Zostajemyy!” Rozstrzelać, mówię Wam.
Ale bądź co bądź klasa jak klasa. Szkoda się żegnać, ale jednocześnie chce już do liceum i chcę poznać nowych ludzi.
Dzisiaj na polskim miała miejsce radosna twórczość uczniów klasy rozszerzonej. Temat opowiadania pisanego na lekcji: dzień, w którym spotkałem mieszkańca obcej planety (na podstawie “Gwiezdnych dzienników”. Niestety nie zmieściliśmy się w opisie jednego dnia xP
“Nigdy nie zapomnę tego dnia, bowiem od niego wszystko się zaczęło. Wtedy wpadła mi do głowy pewna wizja: ja i ona. Te opływowe kształty, ognisty temperament, lubiąca ostrą jazdę… Po prostu gotowa na wszystko. Kochanka doskonała: Tygrysica T-235 z uranowym turbodoładowaniem i ze świeżutkim zapasem podtlenku azotu, który zapewniał szybkość i komfort jazdy w jednym. Dnia 13 lipca (piątek) wyruszyliśmy w podróż naszego życia.
15 lipca- lekkie zachmurzenie, temperatura powietrza 69 stopni w skali Wacława. Wg planu o 12 mieliśmy dotrzeć do Księżyca, jednak niespodziewany atak żądnych krwi ognistych kulek Czirios zepchnął nas na inną nieznaną planetę. Ku mojemy zdziwieniu “niezniszczalny” kadłub towarzyszki mojej podróży przy pierwszym stosunku z powierzchnią planety uległ rozkładowi na części pierwsze. O zgrozo…
16 lipca- dzień słoneczny, temperatura Wacek* wie jaka, godzina poranna. Skutkiem nadzwyczaj szybkiego procesu samokonsumpcji był brak dużego palca u lewej nogi. Ten niepokojący symptom zmobilizował mnie do podjęcia wyprawy w celu znalezienia czegoś do zjedzenia i… wedty go ujrzałem… Ta niesamowita** zielona blacha pokrywająca jego ciało wzbudziła we mnie… nadzieję***.”
c.d.n.
*chuj, **zajebista, *** sami se dopowiedzcie. cenzura ze względu na jeszcze jakieś pozostałe normy języka na lekcji polskiego.
spisali: Agnieszka P., Artur G., Beata D.
I koniec bajeczki na dobranoc.

Ostatnie komentarze